home
home
REJS 2010 - GRECJA Drukuj

Rejs  Grecja 2010

 

                Naszą wielką morską przygodę rozpoczęliśmy 26 września już o 7 rano na lotnisku w Warszawie. Cały skład rejsu został podzielony na  dwie tury. Część uczestników, nad którą pieczę sprawował pan Zawadzki,  miała szczęście lecieć bez przesiadki i być na miejscu wcześniej. Druga połowa, pod przewodnictwem profesora Wojciecha Zientarskiego miała możliwość dokładnego obejrzenia lotniska w Monachium, na którym to przesiadała się w następny samolot wprost do Aten.  Lecz to nie był koniec wycieczki. Z lotniska ciągle uśmiechnięta grupa ruszyła na poszukiwanie autobusu miejskiego, dojeżdżającego do portu. Po długiej i męczącej podróży wszystkim udało się dotrzeć na miejsce. Gdy tylko bagaże zostały  rozpakowane nastąpiło przywitanie z kapitanem oraz podzielenie wacht. Pierwszym i najważniejszym zadaniem dla wachty tego wieczora było przygotowanie kolacji dla wygłodniałych podróżników. Następnie po wycieńczającym dniu wszyscy grzecznie poszli spaćJ

                Następnego dnia już z samego rana obydwie załogi udały się na wielkie zakupy do najbliższego marketu. Od samego początku działy się dziwne rzeczy, po obfitym śniadaniu na jednym z jachtów była awaria rury z wodą, której naprawa zajęła sporo czasu.  Po naprawieniu usterki w końcu wyruszyliśmy z portu w Kalamahi. Dzień był bardzo słoneczny, płynęliśmy głównie na silniku. Naszym celem był Kanał Koryncki, który zrobił na wszystkich olbrzymie wrażenie. Przez cały dzień wszyscy świetnie się bawili, śmiali, opalali, oswajali ze sobą nawzajem. Zabawa była tym większa, że przez całą podróż jachtami silnie bujało. Koło godziny  20 dopłynęliśmy do portu w Koryncie, po przebyciu wcześniej niezwykle urokliwego Kanału, któremu piękna dodał fakt, że pokonywaliśmy go wieczorem, kiedy słońce żegnało horyzont. Zaraz po dobiciu do brzegu i pysznej kolacji załogi udały się na spacer po mieście. O ustalonej godzinie dzielni żeglarze poszli spać.

28.10, już o godzinie 11 wypłynęliśmy z portu w Koryncie. Kolejny dzień  płynęliśmy na silniku, gdyż wiatr wiał z siłą tylko 10 knotów, na chwilę udało się rozstawić żagle lecz szybko  trzeba było je zwinąć ponieważ na horyzoncie pojawił się port w cudownym miasteczku Galaxidi. Ustaliliśmy, że kolację każdy je według własnego uznania więc nasz czas wolny zaczął się o wcześniejszej porze niż zwykle. Każda załoga udała się na kolację oraz zwiedzanie ślicznego miasteczka oddzielnie. Po kilku godzinach wszyscy w świetnych nastrojach wrócili na pokład.

Kolejny dzień zaczął się o dosyć wczesnej porze, lecz zapowiadał się bardzo obiecująco, gdyż w planach była wycieczka do starożytnego miasta i świątyni greckiej u stóp Parnasu. Na miejsce dojechaliśmy komunikacją miejską i już po chwili cała grupa maszerowała dziarsko za profesorami prosto do legendarnej siedziby wyroczni, do której niegdyś zjeżdżali się tłumnie ludzie z całej Grecji. Niestety nie wszyscy wytrwali do końca w swoim zapale do oglądania zabytków i ich entuzjazm ulotnił się w połowie drogi na górę. Jednak znalazła się mała grupa, która dzielnie podążała za nauczycielami prosto na szczyt wzniesienia, na którym był wybudowany cały kompleks świątyń, by obejrzeć najwyżej położone pozostałości dawnej kultury-stadion. Po dokładnym zbadaniu wszystkich ciekawych miejsc grupa ruszyła z powrotem do miasteczka położonego u stóp góry. Po krótkim czasie wolnym wszyscy dzielni żeglarze wsiedli do najbliższego autobusu i wrócili do portu. Mimo zmęczenia, po powrocie znalazła się grupa chętna na kąpiel w morzu, reszta udała się na krótką drzemkę. Wieczorem zjedliśmy kolację i wszyscy wyruszyli na długo oczekiwany czas wolny. O ustalonej godzinie meczący dzień zakończył się w łóżkach.

Następny dzień minął wszystkim bardzo powoli i z krzywym uśmiechem na ustach. Wiatr wiał z siłą 8 w skali bouforta, potem zmalał do 6. Od godziny 9 rano przepłynęliśmy 32 mile, 4 mile mniej niż dnia pierwszego. Około godziny 18, stanęliśmy suchą nogą na lądzie. W kiepskich humorach, zaraz po obiedzie załogi ruszyły na miasto. Niestety nie było wiele do zwiedzania, gdyż cumowaliśmy na wyspie, na której znajdowało się jedynie kilka malutkich restauracyjek i kiepsko zaopatrzony sklep, za to wszyscy napotkani po drodze ludzie okazywali się być bardzo mili i chętni do pomocy.

Kolejny dzień zaczął się dość nietypowo bo już o godzinie 6 rano, cała załoga dostała za zadanie dokładne wysprzątanie i umycie jachtu, który wcale nie wydawał się specjalnie brudny, lecz z uśmiechem na ustach wykonaliśmy zadanie by sprawić przyjemność naszemu drogiemu kapitanowi.

Tego dnia podróż zaczęliśmy o 7 i byliśmy na morzu przez kolejne 16 godzin. Przepłynęliśmy 62 mile, tym razem częściowo na żaglach. Późną nocą, zmęczeni i w kiepskich nastrojach dopłynęliśmy do portu w Zakintosie.

O godzinie 10 następnego dnia wypłynęliśmy z Zakintosu, praktycznie cały dzień wiał siny wiatr więc poruszaliśmy się na rozstawionych żaglach. Dopłynęliśmy do malutkiego portu w Pilos. Porcik był naprawdę ładn,y ale miał spory minus-brak sklepu. Niestety nie udało się zrobić zakupów.

W odrobinę lepszych nastrojach niż poprzednio wyruszyliśmy z Pilos, marząc już o kolejnym postoju, który to był planowany w zatoczce Mezapo. Niestety do zatoczki zbliżyliśmy się za późno. Słońce już zaszło, warunki były nie sprzyjające, i ciężko było manewrować jachtem w wąskim wejściu pełnym wystających skał.  Jednak nasz dzielny kapitan podjął decyzje o dalszej żegludze w nocy. Pomimo zmęczenia, nawet się ucieszyliśmy bo było to coś nowego, nigdy wcześniej nie płynęliśmy w nocy, a nie jest to proste. Żeglarze pełniący wachtę w nocy muszą mieć oczy dookoła głowy , być czujni i umiejętnie sterować. Tę niezwykłą przyjemność kierowania statkiem w nocy miało każde z nas, pod czujnym okiem kapitana bądź jednego z profesorów.  Tej nocy przepłynęliśmy 145 mil morskich i około 90 procent tego na rozstawionych żaglach. Zmian wachty następowała co 2 godziny, zmiany przy sterze też były bardzo częste. Około godziny 15 następnego dnia dopłynęliśmy do bezludnej pięknej plaży położonej w małej zatoczce.  Jachty zacumowały  ok. 200 metrów od brzegu, a następnie wszyscy rzucili się do wody by jak najszybciej znaleźć się na gorącym piasku. W tym jakże niesamowitym raju pozostaliśmy do godziny 17, o której to została podjęta decyzja o dalszej żegludze do najbliższego portu w Napolis  w celu naładowania prądu, zrobienia zapasu wody i ewentualnych zakupów .

6.10.2010 najważniejszy dzień rejsu. Port w Epidauros, urodziny Profesora Zientarskiego i imieniny profesora Zawadzkiego!!!:D Do portu dopłynęliśmy w dzień, tego dnia pokonaliśmy tylko 20 mil, za to cały czas na rozstawionych żaglach. Dzięki tak wczesnemu przybyciu na miejsce załogi miały czas na zjedzenie pysznej kolacji  oraz przygotowanie niespodzianki dla nauczycieli. Wszystko idealnie się udało, efekt zaskoczenia został osiągniętyJ W fantastycznych, pozytywnych nastrojach poszliśmy spać by rano mieć siłę na dotarcie do kolejnego portu w Plaka. Po dotarciu do tego miejsca została podjęta decyzja o pozostaniu następnego dnia w porcie z powodu zbliżającego się sztormu. Rzeczywiście oczekiwany sztorm nastąpił lecz nie przeszkodziło to w wieczornym wspólnym świętowaniu wszystkich uczestników.

Przedostatni dzień wycieczki zaczął się bardzo deszczowo i pochmurnie. Po śniadaniu uczestnicy rejsu  mieli czas dla siebie, niektórzy postanowili udać się na zwiedzanie okolicznych miasteczek, inni zdecydowali się jednak na pozostanie na suchym pokładzie. Początkowa decyzja o wypłynięciu około godziny 23 została zmieniona w ciągu dnia gdy tylko warunki pogodowe odrobinę się polepszyły. Po pysznym obiedzie w miejscowej restauracji  wyruszyliśmy w dalszą drogę. Niestety sztorm  spowodował wiele zniszczeń na naszych jachtach. Pozostawione na silnych falach łodzie, mimo zabezpieczeń mocno się obiły, jednak nie zakłóciło to naszych dalszych planów podróżnych. Dokładnie o godzinie 17 wypłynęliśmy z  Plaki, by po przepłynięciu kolejnych 75 mil w ciężkich nocnych warunkach znaleźć się w Atenach.  Dnia 8.10 o godzinie 11 rano zacumowaliśmy w porcie w Atenach.  Do wieczora obydwie załogi miały czas wolny, który dowolnie wykorzystały.

Ostatni dzień naszej wielkiej przygody zaczęliśmy od sprzątania naszego kochanego jachtu. Po dokładnym wyczyszczeniu wszystkiego nastąpiło pożegnanie z kapitanami i obustronne podziękowania. Zabraliśmy wszystkie rzeczy i ruszyliśmy do hotelu w centrum Aten. Gdy zmęczonym podróżnym w końcu udało się donieść wszystkie bagaże do hotelu, niezwłocznie udali się na Akropol, by zobaczyć wzgórze na którego szczycie znajduje się starożytna świątynia. Zabytek wywołał wiele emocji i pozytywny nastrój wśród wszystkich uczestników rejsu. Zaraz po  zejściu z pięknego wzgórza udaliśmy się na powrót do hotelu, by wyspać się przed kolejnym męczącym dniem, powrotem do domu.

 O godzinie 3 rano pod hotel podjechał autokar by zabrać całą grupę na lotnisko skąd ponownie podzieleni na dwie części wycieczkowicze lecieli do Warszawy, gdzie czekali na nich stęsknieni rodzice.

Wyjazd wszyscy uważają za bardzo udany, wróciliśmy z opalonymi na brązowo, uśmiechniętymi buziami, w dużo bardziej niż przed wycieczką zgranym składzie. Rejs po pięknej Grecji był fantastycznym oderwaniem od szarej, warszawskiej, szkolnej rzeczywistości. Wszyscy uczestnicy z niecierpliwością czekają na kolejny taki wyjazd.

 

 

                                                                              Ksenia Boroszko  2a



Powrót do: REJSY
Powrót do: Strona główna