home
home
REJS 2011 - CHORWACJA Drukuj
Rejs Chorwacja 2011

Wszyscy przyszli żeglarze, chcący przeżyć niezapomnianą przygodę morską stawili się 30 kwietnia o 7 rano na warszawskim dworcu zachodnim. Po załadowaniu bagaży do autokaru grupa punktualnie wyjechała w stronę Chorwacji. Przejazd trwał długo, lecz z niecierpliwością wypatrywaliśmy morza. W końcu dotarliśmy do portu w Kasteli. Zostaliśmy tam podzieleni między 2 jachty: Bawarię 46 i Bawarię 50. Kapitanowie ustawili wachty, które poszły po zakupy. Następnie zostaliśmy przeszkoleni w sprawach bezpieczeństwa i zachowania na jachcie. Po sprawach organizacyjnych wyszliśmy do Trogiru. Na miejscu zjedliśmy kolację w miejscowych restauracjach. Najedzeni poszliśmy spać.
Drugiego dnia zerwaliśmy się z samego rana na wieść o wpływającym do portu promie. Miał cumować na naszych miejscach, więc zostaliśmy zmuszeni do opuszczenia portu. Udaliśmy się w kierunku wyspy Hvar. Pochmurna pogoda towarzyszyła nam tego dnia do końca.
Kolejnego dnia zawinęliśmy do portów na wyspie Blato – Korculi oraz na wyspie Lastovo. Przez problemy z silnikiem mniejszego jachtu i znaczne zmiany pogodowe oba jachty dopłynęły do innych portów. Płynęliśmy nocą, więc przekonaliśmy się jak wspaniały i pokrzepiający jest widok ciepłego światła latarni morskiej majaczącego na horyzoncie. Był to ostatni deszczowy dzień naszego rejsu.
03 maj po ciężkiej nocy i niezbędnych zabiegach naprawczych, jachty spotkały się na wyspie św. Klement. Piątego dnia naszym celem była Marina. Słońce na dobre się nam pokazało. W drodze mieliśmy okazję podziwiać delfiny płynące tuż obok nas. Wszyscy byli podekscytowani, gdy je zobaczyli. Wieczorem stanęliśmy w Korculi.
Szóstego dnia szybko przepłynęliśmy do Rogoznicy, skąd potem obraliśmy kurs na piękny Split. Po dotarciu zaczęło się długie i przyjemne zwiedzanie. Wszyscy z uśmiechami na twarzach wróciliśmy na jachty. Już w Korculi dokonaliśmy klarowania i zdawania łodzi, spakowaliśmy się i po raz ostatni poszliśmy na miły spacer po marinie. Nocą zebraliśmy się wszyscy na Bawarii 50, by podziękować sobie za cały, niesamowity rejs.
Ostatniego dnia o godzinie 10 niechętnie opuściliśmy nasze ukochane jachty. Niektórzy ze smutkiem godzili się na odjazd z ciągle żyjącej mariny. Wszystkim podobał się wyjazd, ponieważ rzadko jest okazja, by wraz ze szkolną grupą wybrać się na taką przygodę. Wróciliśmy weseli, opaleni, bardziej zgrani i zadowoleni z siebie. Każdy z nas zastanawiał się jak to możliwe, że rejs tak szybko minął. Przecież to ponad tydzień, a minął jak fraszka. Myślę, że każdy jeszcze nie raz zachce spróbować sił na morzu, stojąc ramię w ramię z dzielnymi koleżankami i kolegami ze szkolnych ławek oraz doświadczonymi profesorami, gotowymi zaprowadzić nas na koniec świata. Oby więcej takich przygód.

Bartłomiej Macieszczuk

Galeria zdjęć autorstwa p. prof. Izy Roo do obejrzenia tutaj